O krok od Scylli

16.10.2016

Tak naprawdę tego postoju nie planowaliśmy. Do Reggio di Calabria wchodziliśmy (w niedzielę, 2016-10-16) z musu spowodowanego przedłużającym się bólem brzucha. Teraz, z dystansu, możemy o tym pisać spokojnie, bo wszystko skończyło się dobrze, ale jeszcze na Morzu Jońskim i w samej Cieśninie Mesyńskiej tak wesoło nie było: Łukasz postawił co prawda diagnozę, ale trzeba ją było dla pewności sprawdzić za pomocą badań laboratoryjnych i przy użyciu specjalistycznego sprzętu, dostępnego tylko w szpitalu. Bez przeprowadzonej diagnostyki dalszy rejs z dala od większych portów byłby niepotrzebnym igraniem z losem.

Pacjentka, na samo słowo „szpital”, ozdrowiała z szybkością graniczącą z cudem. Łukasz był jednak nieubłagany, choć w ostatnim momencie odstąpił od noszy i czekającej na nabrzeżu karetki pogotowia z włączoną syreną.

Reggio di Calabria leży na samym czubku włoskiego buta mierzącego w Sycylię, którą widać dokładnie za kilkumilowej szerokości cieśniną. 15 Mm dalej w kierunku północnym, na kalabryjskim brzegu znajduje się Scilla – skała dająca ongiś schronienie mitycznej potworzycy Scylli, która – wraz z sycylijską Charybdą – utrudniała żeglarzom, jak mogła, przepłynięcie cieśniny.

Podchodząc do nabrzeża zobaczyliśmy wielkie namioty z czerwonym krzyżem na dachu, przygotowane dla imigrantów z Afryki i pełne sprzętu medycznego. „Teraz to będzie dla nas” – zażartował ktoś na pokładzie, ale żart nie był zbyt fortunny, bo nikt się nie roześmiał. Podaliśmy cumy o 13:15.

Pojechaliśmy do szpitala. Wejścia do rejestracji i izby przyjęć strzegł strażnik z pistoletem u pasa. Przed drzwiami stało kilkanaście osób, a mniej więcej co kwadrans karetki przywoziły z miasta… darujmy sobie szczegóły. Wyglądało to niezbyt ciekawie, ale ku naszemu zdumieniu, gdy kilka godzin później opuszczaliśmy szpital, pacjentka miała za sobą analizy, badanie USG, diagnozę pokrywająca się z tą, którą postawił Łukasz i stosowne recepty. W dodatku było miło, przyjaźnie i fachowo. A chora wyglądała już na całkiem zdrową.

Dla reszty załogi nadprogramowy port był niespodziewanym prezentem, co oznaczało wizytę w jednej z pizzerii i zakupy – słodyczy oczywiście, które młodzi pochłaniają w ilościach przemysłowych, prawdopodobnie za zezwoleniem rodziców, bo przecież za ich pieniądze.

Odpłynęliśmy z Reggio o 23:20. Między Scyllę i Charybdę wpłynęliśmy o północy. Prąd starał się kręcić dziobem Pogorii we wszystkie strony, ale nasz silnik okazał się mocniejszy. Za to wiatr, jak zwykle, był przeciwny.

Kazimierz Robak

 

 

 

 

fot. Kazimierz Robak


wstecz

  • GŁÓWNI PARTNERZY POLSKO-ROSYJSKIEJ SZKOŁY POD ŻAGLAMI:
  • WSPIERAJĄ NAS:

     

  • PATRONUJĄ NAM:
  • PATRONAT EDUKACYJNY:

Copyright © 2019 szkolapodzaglami.com.pl Projekt i wykonanie: artneo.pl